W.T.F. – i co ty wiesz o blogowaniu….

sierpień 14, 2009

Kolejna notka egzystencjonalna. XD

Zaszufladkowany do: ŻYCIE — dziob @ 1:18 am

Jako, że siedzę sobie w pracy już prawie 4 godziny i odziwo nikt, kompletnie nikt nie przychodzi… postanowiłem, że napiszę jakąś notkę. :]

I tu właśnie nawija się dość dobre pytanie… O czym by tu napisać? O robolach robiących mi chodnik za oknem? O wakacjach? O tym jak ja jestem fajny, a wy dajecie ciała? A może o marności tego świata? OO nie… to ostatnie na pewno odpada, gdyż pewna osoba (pozdrawiam :D ) powiedziała mi, że pisuję ostatnio notki w stylu: “o Boże, ale ja jestem gupi, a życie jest niedobre i złe”, mówiąc ogólnie, jakby to powiedziała nasza pani od Polskiego (którą też pozdrawiam): “vanitas vanitatum et omnia vanitas” (Tak proszę panią. Do dziś pamiętamy te wszystkie łacińskie zwroty).

I tak drogą dedukcji, doszedłem do konkluzji, że skoro chcę napisać coś dobrego, muszę napisać coś pozytywnego. Więc do rzeczy. Czy świat jest naprawdę taki zły? Czy wszystko jest beznadziejne i ostatecznie czy moje życie jest złe?

Mówi się z założenia, że “świat jest zły”. Patrząc na to z perspektywy wojen i głodu, a także przemocy można by stwierdzić, że faktycznie – jest to szczera prawda. Nasza ziemia to nie jest fajne miejsce, a wręcz brzydkie, beznadziejne i ogólnie rzecz biorąc demotywujące. No ok. Świat nie jest idealny, ale ma on w sobie “to coś”. Coś pięknego, często dość oczywistego, czego nie zauważamy. Co najlepsze, wcale nie trzeba jeździć niewiadomo gdzie by to znaleźć. Przykładem może być choćby wschód słońca. Gdy jest ładna pogoda, nie ważne jak, nie ważne gdzie, on zawsze jest. Do tego jest piękny i każdy jeden niepowtarzalny. Rozpoczyna on nie tyle nowy dzień, co kolejny akapit naszej książki zwanej “życiem”. W dodatku myślę, że taki widok na początek dnia, może dodać człowiekowi trochę otuchy :]

Często marudzimy, że nie mamy kasy, że jest tłok w autobusie, że benzyna jest droga, że mamy starą półroczną kurtkę, że przydałaby nam się nowa, mamy porysowany samochód i takich przykładów mógłbym wymienić tutaj miliony. Jednak jakby się nad tym głębiej zastanowić… w skali świata, kraju, nawet naszego miasta, osiedla… Nasze problemy są niczym.  Nie potrafimy docenić tego co posiadamy, a wbrew pozorom posiadamy naprawdę wiele, a nawet bardzo wiele. Żeby wam to udowodnić, posłużę się choćby moim przykładem.

Jestem młodym, zdrowym, prawie już 20 letnim obywatelem wolnego kraju jakim jest Polska. W prównaniu do choćby USA, myślę, że mogę powiedzieć “kraju bezpiecznym”, bezkonfliktowym i stabilnym politycznie. Jak do tej pory, moim rodzicom udało się zapewnić  mi godne życie oraz piękne, niezapomniane dzieciństwo. Nigdy nie chodziłem głodny, nie chodziłem w potarganych rzeczach. Nie musiałem żebrać, ani grzebać w śmieciach. W miarę możliwości wraz z rodziną,  rodzeństwem spędzaliśmy wspólnie wakacje, nie ważne jak, nie ważne gdzie, zawsze razem. Państwo, Szkoła, Rodzice, dali mi możliwość nauki. Nauczyłem się czytać i pisać… obecnie jestem już człowiekiem wykształconym. Posiadam świadectwo maturalne i mam perspektywy i możliwość dalszego poszerzania swojej wiedzy i umiejętności. Mam Świetną rodzinę. Wspaniałą mamę, genialne siostry… nie zamieniłbym jej na żadną inną, za żadne pieniądze. Gdy ktoś pyta mnie o jakiegoś członka rodziny gdy go zobaczy, nie muszę się wstydzić. Nawet trochę z dumą mówię:  ”Tak to moja mama”, czy też: “Tak, to jest moja młodsza siostra”. Mam wspaniałych znajomych. Myślę, że wybrałem to “dobre towarzystwo”, co też nie wynikło samo z siebie, lecz zapewne z wychowania, za co dziękuję moim rodzicom, stanowczym, aczkolwiek wyrozumiałym stróżą mego dobra. (Ale mądrze, ja pi… XD)

Są to niby rzeczy oczywiste, błache, ale sami się pomyślcie… Rozglądnijcie się dookoła. Moje życie nie jest idealne, nie jest usłane różami, powiem więcej, ostatnio jest ciężko… ale gdy choćby mijam na ulicy żebraka, widzę jak ludzie chodzą z wózkami po śmietnikach, zbierają puszki czy makulaturę, czytam artykuł o molestowaniu córek przez ojców, o pjanych rodzicach zostawiających swoje dzieci same sobie, no i ten głód w Afryce…  wtedy nachodzi mnie refleksja. Mianowicie, dochodzę do wniosku, że moje życie wcale nie jest takie złe. Że moje problemy w zasadzie są niczym przy tym co przeżywają Ci ludzie. Są jakby marudzeniem rozpieszczonego przez życie gówniarza…

Dlatego gdy następnym razem stwierdzicie, że coś w waszym życiu jest beznadziejne, zmierzcie je nie swoją miarą, lecz miarą tego żula z, którego się śmiejesz gdy próbuje otworzyć śmietnik, tego dresa który przez całe życie miał kocioł w domu, czy też tego małego dziecka z Afryki z brzuchem jak balon, wielkim bynajmniej nie z przejedzenia.

Miało wyjść pozytywnie, ale jak zwykle wyszło to co zawsze. Choć mam nadzieje, że jednak jest trochę lepiej.  :] Notka może się wydawać trochę chaotyczna i myślę, że faktycznie tak jest. Wielowątkowość tekstu jednak nie jest moją dobrą stroną, tym bardziej jak się pomyśli, że ostatnio próbowało się napisać “coś dobrego” w 2 klasie liceum…

P.S. zacząłem pisać w pracy, skończyłem w domu. :P

Blog na WordPress.com.