(notka ta ma charakter mocno symboliczny i metaforyczny, luźno powiązany z tematyką biblijną. Skierowana jest do pewnej osoby, która mam nadzieje, poprawnie ją zinterpretuje).
Znacie “przypowieść o synu marnotrawnym” ?
To ta w której, pewien jakże dumny syn, poczuł się lepszy i postanowił odejść od swego ojca, zabierając ze sobą część wspólnego majątku. Po przetrwonieniu wszystkiego co zabrał i poznaniu gorzkiego smaku życia, w pokorze postanawia pójść prosić Ojca o przebaczenie. Ten bez wahania przyjął go ponownie, nie wyrzekając się go. Co więcej wyprawił wielką ucztę na jego cześć.
Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych przypowieści. Posiada jasny przekaz, morał no i składnia do przemyśleń.. Apropo…
Czy zastanawialiście się kiedyś co by było gdyby syn marnotrawny postąpił wobec ojca drugi raz w ten sposób? Patrząc na to z punktu widzenia “poprawnego happy endu”, zapewne ojciec postąpiłby tak samo… jednak czy skoro syn świadomie postąpił “niegondnie” wobec niego poraz kolejny… To czy jego pokora podczas pierwszego powrotu była prawdziwa? Czy w ogóle zasługuje na ponowne okazanie dobroci i miłości?…
Teraz zakładając, że Syn Marnotrawny faktycznie zrobił przykrość swemu ojcu i opuścił jego dom poraz drugi. Na ile cierpien musiał go tą decyzją narazić? Jego Ojciec musiał cały ten “kocioł” przechodzić od początku… Patrzeć na to jak jego syn się stacza i mieć nadzieje, że kiedyś wróci… i tu w jego głowie zrodziłoby się kolejne pytanie: “Tylko… co zrobię jeśli wróci?” Jeśli pozwoliłby mu wrócić, to syn nie będzie miał nauczki, nie poczuje tego jak źle postąpił… jeśli pozwoli mu wrócić to już nic nie będzie tak jak dawniej. A jeśli nie pozwoli… to wyrzeknie się go. Wyrzeknie się swego syna na zawsze…jego miłości, dobroci, szacunku… wszystkiego czym być może go obdarza…
Do tego dochodziłaby jeszcze tzw Opinia publiczna. W końcu przecież każdy by o tym mówił. Czy za plecami czy to wprost… możliwe, że nawet byliby wytykani palcami. I za co? Czym zawinił tutaj sam ojciec? Tym, że był zbyt dobry?
Jeśli chodzi o podjęcie decyzji, Ojciec miałby tu naprawdę “trudny orzech do zgryzienia”. Jednak myślę, że gdybym znalazł się na jego miejscu… po tym wszystkim co mi zrobił… Nie przebaczyłbym mu. I zostawiłbym go w jego “lepszym” świecie. Może wydawać wam się to okrutne i niesprawiedliwe, ale czy nie jest okrutnym narażanie swego kochającego ojca na wstyd, hańbę i w końcu niemałe cierpienie?